niedziela, 5 stycznia 2020

Cała naprzód ku nowej przygodzie - 28 wrzesień 2019r. - Rejs 2019 - Women's Sailing Team

Kolejny rok, kolejny rejs, kolejna przygoda. 

Dni do kolejnego rejsu zaczęłyśmy odliczać już od momentu powrotu do domu. W końcu nadszedł ten dzień. Ale, ale...nie tak szybko. Przed nami jeszcze jeden ważny dzień, w Warszawie i urodzinki naszej Karolinki. Jej urodziny obchodziłyśmy zresztą przez cały tydzień na jachcie, ale dzień w Warszawie był poświęcony właśnie Jej i wieńczyła go wizyta w teatrze na musicalu.
A jak świętowałyśmy? A właśnie tak:

Rozpoczęłyśmy już na dworcu, a jakże.


Skład rejsu ten sam plus nowy załogant - Ewcia. Do Warszawy pojechała z nami jeszcze nasza duchowa załogantka Marta. Niestety nie jesteśmy w stanie namówić Marty na rejs, zapiera się rękami i nogami i jej odpowiedź kategorycznie zawsze brzmi: nie!. Ale my się nie poddajemy, oj nie. W każdym razie Marta jest z nami na rejsie zawsze, mimo że fizycznie jej nie ma. Jest wszak jedną z nas.
A w Warszawie - świętowanie - nasza solenizantka - Karolinka - Piekielnie Fajna 50 😍







Fantastyczne miejsce, przepyszne jedzenie, cudowny spektakl...a to jeszcze nie koniec niespodzianek. W naszym wynajętym apartamencie bawimy się jeszcze długo.
Nasze tegoroczne rejsowe koszulki wyszły fenomenalnie, prezenty w postaci czapeczek, worków, przywieszek - jesteśmy gotowe!!



Taka dawka wrażeń, że niektórych zmorzył sen 😄 (Kasia, wybacz, musiałam 😍😅)


W zeszłym roku nie spałyśmy w Warszawie przed lotem (samolot mamy o 10:50). Jechałyśmy z Poznania pociągiem, potem siedziałyśmy 5 godzin na lotnisku czekając na swój lot. Półtorej godziny lotu do Zadaru plus około godziny taksówką do Sibenika. Początkowo adrenalina robiła swoje i jakoś nas trzymała, ale w końcu zmęczenie wzięło górę. To było totalnie bez sensu. W tym roku przyjechałyśmy do Warszawy dzień wcześniej i na drugi dzień rano, ze spokojem, kolejką warszawską dojechałyśmy na lotnisko na dwie godziny przed odlotem. Zdecydowanie lepsza opcja niż zeszłoroczna.

No to co? No to lecimy 😃







Jeszcze godzina w busiku i jesteśmy. Długo wyczekany Sibenik i Marina Madalina.

No i on, jacht, nasz Romana III (potocznie zwany Romanem) 😍






I oczywiście ON, najważniejszy, Kapitan, Bosman, Skipper - Marek, Morski Marek 😍


Zaokrętowane, a może zajachtowane 😁


pora wybrać się na zakupy. Sklep już znamy więc zakupy idą sprawnie. Wiemy co gdzie jest, wiemy co warto kupić, co jest dobre i smaczne. Ok, to Karolinka i Jola wszystko wiedzą, ja tam tylko gonię za nimi po sklepie z wózkiem, albo i dwoma 😊 Chcą czy nie muszą mnie zabrać na zakupy. W końcu to ja trzymam kasę jachtową i pominę tu tylko ten szczegół, że wszystkie znają już pin do mojej karty 😂😂


Na szczęście Marek nie zostawia nas z tym samych. Zawozi nas i przyjeżdża po nas do marketu. Jest nas 11 bab, ale chyba nawet wszystkie nie dałybyśmy rady zatargać tego do mariny.  W samej marinie wózek okazuje się niezastąpionym pomocnikiem.



  
Wieczór zapada szybko jednak my szybko nie kładziemy się spać. 
Jutro wypływamy, ciekawe ile jeszcze pamiętamy z wiedzy żeglarskiej. Knaga, gdzie jest knaga? Jak zawiązać węzeł na bojce? Fok, grot, kabestan.....powiedzcie, że któraś to wszystko pamięta 😀







sobota, 4 stycznia 2020

Rejs 2018 - Kapitan

Marek zasługuje, jak mało kto, na własny odcinek. Bez Niego, Jego wiedzy, doświadczenia i cierpliwości ten rejs nie odbyłby się.

Skąd znam Marka? To tata moich kolegów: Daniela i Mariusza. To od nich wiedziałam, że ma firmę czarterująca jachty w Chorwacji i od początku wiedziałam, że jeżeli kiedykolwiek uda mi się popłynąć w rejs to tylko z Nim. Daniel, Mariusz - Dziękuję!!!

15 lat prowadzenia firmy w Chorwacji + wiedza + doświadczenie + otwarte serce + cierpliwość dla żółtodziobów to wszystko powoduje, że Marek jest osobą wyjątkową. Wybór Jego i firmy, którą prowadzi był najlepszą decyzją i każdy kolejny rejs tylko z Nim.


to profesjonalne podejście do Klienta. Bez względu na to czy o żeglarstwie wiesz już wszystko, czy dopiero zaczynasz swoją przygodę, czy jesteś tylko jednorazowym wakacyjnym żeglarzem, który chce spróbować w życiu czegoś nowego jesteś traktowany poważnie. Możesz zadawać setki pytań i zawsze dostaniesz na nie odpowiedź (wiem, bo sama ich zadawała przynajmniej z dwie setki). Pomogą przy zorganizowaniu taksówki z lotniska. Znają najpiękniejsze trasy rejsów, kanoby z cudownym jedzeniem, wskażą miejsca które warto zobaczyć, zapewnią opiekę profesjonalnego skippera. Dzięki nim można oderwać się od codzienności, podarować sobie czas na zabawę i rozmowy.

Sercem, mózgiem i sterem firmy jest:

                                                       MAREK STRYJECKI
 

Swoją przygodę z żeglarstwem rozpocząłem jako student Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie. Pierwszy raz pod żaglami w morze wyszedłem w 1975 r. na słynnym jachcie „Polonez”, na którym właśnie wrócił z samotnego rejsu kpt. Krzysztof Baranowski. Kapitan Baranowski, pierwszy Polak, który dwukrotnie opłynął samotnie kulę ziemską, był moim pierwszym nauczycielem, „żeglarskim ojcem” i wielokrotnie właśnie pod jego komendą przeżyłem swoje pierwsze żeglarskie przygody.

W swoich rejsach przepłynąłem dziesiątki tysięcy mil morskich, żeglując niemal po wszystkich morzach i ocenach świata. Pod koniec lat 90. jako kapitan na s/y „Booggi” dotarłem do Chorwacji, w której się zakochałem od pierwszego przypłynięcia. Po dwudziestu latach pływania stwierdziłem, że nie ma piękniejszego miejsca na świecie. Adriatyk stał się moim domem.

W 2005 r . założyłem w Chorwacji własną firmę czarterową „Odisej Yachting”, a sam kraj stał się moją drugą ojczyzną. Mam kartę stałego pobytu w Chorwacji i korzystam z tego bez ograniczeń, żeglując wokół wysp leżących u jej wybrzeży. Wiem gdzie są najpiękniejsze plaże, a gdzie fantastyczne tereny do nurkowania. Gdzie można spędzić miły wieczór z dala od ludzkiego gwaru i gdzie zabawić się, jeśli przyjdzie na to ochota. Gdzie serwują wyśmienite, chorwackie potrawy, a gdzie najlepsze wino.

Po blisko 40 latach spędzonych pod żaglami, zawodowej pracy na morzu i 15 latach doświadczeń w odkrywaniu najciekawszych miejsc Adriatyku, znalazłem swoje miejsce na Ziemi.

Czy można mieć jakiekolwiek wątpliwości, że płyniemy z jedynym właściwym człowiekiem?


Marku, Kapitanie nasz!!

Dziękujemy Ci za piękną morską przygodę, za cierpliwość, opanowanie, naukę węzłów i zwrotów żeglarskich oraz oczywiście za orgazm gastryczny w postaci peki czy babcinych nalewek.

Dziękujemy za poczucie bezpieczeństwa w ekstremalnych sytuacjach (przeprawa pontonowa na Hvarze na długo pozostanie w naszej pamięci), za Twoje doświadczenie i zaufanie do dziesiątki początkujących majtków. 

Dziękujemy za oderwanie od codzienności w urzekającej Chorwacji.

Agnieszka, Sylwia, Karolinka, Marzenka, Iwonka, Kasia, Jola, Kasia, Jola i Aldonka  


Rejs 2018 - życie na jachcie

Kiedyś opowiadając komuś o naszych planach rejsowych usłyszałam, że nie ma siły, żeby 10 bab na tak małej powierzchni dogadało się, żeby wióry z jachtu i włosy z głowy nie leciały.
Nie wiem jakich ten owy "ktoś" ma znajomych, ale chyba nie takich wyjątkowych jak ja. Otóż da się moi Państwo. Żadna drzazga z jachtu nie poleciała, żadne włosy z głowy nie poleciały (chyba, że przy czesaniu). Nikt nikogo nie zmuszał do niczego. Miała jedna ochotę leżeć i pachnieć - leżała. Miała jedna ochotę muring wyciągać - wyciągała....no dobra, tu trochę przesadziłam. Karolcia i Sylwia, nasze muringowe, robią to najlepiej na świecie i poniekąd z braku naszej w tej kwestii umiejętności robić to muszą. No ale zawsze się przy tym uśmiechają więc zakładam, że robią to z ogromną radością.
Nie było też problemu z kambuzem, czyli kuchnią mówiąc po nie żeglarskiemu.
Generalnie przyjmowana zasada na jachtach jest taka, że załoga ma w kambuzie dyżury. Nam też to groziło. I słowo groziło nie jest tu słowem przypadkowym, bo przy mojej osobistej umiejętności gotowania w dniu mojego dyżuru załoga jadłaby tylko....i tu jest właśnie owy problem.
Ale z odmętów głodu, przynajmniej przy moim dniu dyżuru, wybawiła nas Karolcia i Jolka. Zgłosiły się na ochotnika aby gotować nam codziennie. A cała reszta pełniła codzienne dyżury przy pomaganiu, myciu naczyń i sprzątaniu.
Ale jak one gotowały....cud, miód i malina. Dania wykwintne niczym w hotelu ******










Jeżeli o hotelu mowa, to pora na słów parę o naszym domku.
Romana III to imię jachtu Elan 494 Impressio, 14,5 metra długości, 4,68 metra szerokości, zanurzenie 2,23 metra.


 Na każdym jachcie jest załoga, bez niej nie ma rejsu. Nasza załoga jest wyjątkowa. 


Na pierwszym planie nasz Kapitan - Marek Stryjecki, ale Markowi poświęcimy osobny wpis, zasłużył na to 😀

No i my, 10 wspaniałych bab, z którymi można i tańczyć i śpiewać i pić i żeglować też rzecz jasna można.
Iwonka
Karolinka
Jola
Kasia
Jola
Marzenka

Sylwia

Agnieszka

Kasia

Aldonka

Nic dodać, nic ująć - Wome'n Sailing Team 😊

Oczywiście nie ma żeglowania bez szkolenia, szczególnie tego, które najlepiej żeby w ogóle nam się nie przydało.






A poza tym, że uczymy się szeregu nowych rzeczy związanych z żeglowaniem to cudnie się bawimy ciesząc się każdą chwilą tak jakby miała się już nie powtórzyć.








 






























Czy ktoś ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, że z nami można wszystko? 😍